Masowy grób i cmentarz w Szestnie

Wspomnieć zamordowanych. O drewnianym krzyżu w Szestnie.

W Szestnie za gotyckim kościołem św. Krzyża stoi otoczony wypielęgnowaną zielenią drewniany krzyż z napisem ”Massengrab. Mogiła zbiorowa 1945 rok”. Parę lat temu, podczas wycieczki rowerowej, zauważyłem to miejsce. Szestno to mała wieś, w której kiedyś wydarzyła się wielka tragedia. Wiem, że Prusy Wschodnie pod koniec wojny stały się miejscem kaźni dla wielu niemieckich mieszkańców, ale rzadko można zobaczyć widoczny znak bestialstwa radzieckich żołnierzy. Zacząłem więc szukać jakiejś wzmianki o tym miejscu i natknąłem się na przekaz Pani Eryki Müller.

Artykuł o masowym grobie powstał na podstawie jej relacji, która pojawiła się w 47 numerze Sensburger Heimatbrief z roku 2002. Zeszyty ukazują się w Niemczech i są wydawane przez Stowarzyszenie byłych mieszkańców przedwojennego powiatu mrągowskiego. Korespondencje przez nich pisane dotyczą zazwyczaj przeszłości, jak rysy historyczne miejscowości, opisy zabytków, ciekawostek, wspomnień, ale również relacji z podróży.

Autorka urodziła się w Dolnej Saksonii. Jej rodzice nie pochodzili z Prus Wschodnich. Jaki jest więc jej związek z tym terenem? Jej mąż, dr. Wolfgang Müller, jest synem dawnego mrągowskiego weterynarza, który razem z rodziną uciekł pod koniec wojny, przez Królewiec i Morze Bałtyckie do Danii. Tam był internowany w obozie razem z 35 tys. Niemców. Państwo Müller spotkali się w 1948 r. gdzieś przy granicy z Danią.

W 2000 r. pani Müller pracowała w fundacji „Osthilfe/Wschodnia Pomoc”, która wspiera potrzebujących na Śląsku i w byłych Prusach Wschodnich. W Mrągowie pomagali prowadzić kuchnię przy gminie ewangelickiej dla potrzebujących.

Wydarzenia, związane z szesteńskim krzyżem, miały miejsce pod koniec stycznia 1945 r., kiedy Rosjanie wkroczyli do Prus. Szestno, wtedy Seehesten, również zostało zajęte. We wsi poza mieszkańcami, przebywało wielu zaskoczonych uciekinierów. Wielu zostało wtedy zamordowanych przez pijanych żołnierzy. Obecnie nikt nie zna dokładnej liczby, bo także i wtedy nikt, komu udało się przeżyć masakrę, nie liczył zwłok. Ponieważ każdy bał się wyjść z domu, nikt nie chował ciał. Zabici leżeli w śniegu, tam gdzie zginęli, porozrzucani na terenie całej wsi. Po przejściu Rosjan ci, co pozostali, zebrali ciała i złożyli je do masowego grobu za kościołem.

W tym grobie leży również ojciec „naszej Marty”, jak nazywa pani Müller dawną pomoc domową, która razem z rodziną męża znalazła się w Danii. Pochodziła ona właśnie z Szestna. Niestety jej bliscy zostali podczas ucieczki rozdzieleni.

Co jednak zobaczyła tam, gdy była po raz pierwszy? Miejsce pamięci było zapomniane. Grób porośnięty był wysokim zielskiem, a w środku stary, drewniany krzyż. Gdy odwiedziła to samo miejsce rok później, krzyża już nie było: „Szukaliśmy go i w końcu znaleźliśmy. Leżał pognity w zaroślach, jednak niezdewastowany przez ludzi, lecz zawalił się ze starości! W kolejnych latach już nic nie przypominało o tym szczególnym miejscu, gdzie tylu znalazło bezsensowną i brutalną śmierć. Uważaliśmy, że tam musi stać krzyż, nie tylko ze względu na szacunek dla zmarłych, ale jako znak przestrogi!”

Jedna z mieszkanek wskazała stolarza. Na krzyżu znalazła się także tabliczka w języku polskim i niemieckim.

Pani Hildegarda Czarnecka, autochtonka, która mieszka w Szestnie naprzeciwko kościoła posadziła pod krzyżem kwiaty, które jednak szybko zostały zjedzone przez ślimaki. Trzeba było posadzić nowe, które nie znajdują się w menu tych zwierząt.

Inicjatywa pani Eryki spotkała się z przychylnością proboszcza oraz mieszkańców wsi. A to przecież nie musi być takie oczywiste! Obecni mieszkańcy nie mają przecież nic wspólnego z pomordowanymi Niemcami.

W roku 2000 pani Eryka z przyjaciółmi po raz kolejny odwiedziła Szestno. Postanowili podziękować stolarzowi, panu Cios, za jego trud. Zostali zaproszeni do domu na kawę. Jaki było jej zaskoczenie, gdy jego żona, po przełamaniu się, zaczęła rozmowę po niemiecku! Początkowo z trudem poszukiwała dawno zapomnianych słów, potem rozmowa potoczyła się płynniej. Okazało się, że zaraz po wojnie w 1946 r., gdy była małą dziewczynką przybyła z rodzicami do Szestna i zamieszkała razem z niemiecką rodziną w jednym domu. Okazało się nawet, że Pani Cios znała matkę i siostrę naszej Marty! Po wojnie wróciły one z radzieckiego obozu pracy do domu.

Podczas luźnej rozmowy z kawą w ręku, podczas której to motyw wojennych losów często się pojawiał, uczestnicy zrozumieli dziwną prawdę, która nie jest tak oczywista dla wszystkich. Mieszkańcy Europy, nawet pojedynczego kraju, są mieszanką różnych narodowości, kultur i religii.

Stolarz, pan Cios, jest Polakiem, który przybył z Rosji. Jego żona jest Polką, która przybyła z Białorusi. Jeden z miejscowych towarzyszy pani Müller jest z pochodzenia Ukraińcem, przesiedlonym z południowej Polski w ramach „Akcji Wisła”. Jego żona jest córką Niemca, który tu pozostał i Ukrainki. Zaś pan Müller jest Niemcem, któremu udało się uciec”.

Cóż to było za dziwne spotkanie! Przy jednym stole do wieczora siedziało sześć osób, z których każda pochodziła z innego kraju i reprezentowało trzy różne religie. A powodem takiego spotkania był prosty krzyż postawiony w małej mazurskiej miejscowości, ku pamięci.

O cmentarzu parafialnym i ofiarach epidemii cholery.

W ostatnich latach podczas prowadzonych prac archeologicznych znaleziono przy kościele dużo ludzkich kości. Bezpośrednio przy świątyni (od strony południowej) był cmentarz parafialny. Pomiędzy zakrystią, a masowym grobem z 1945 r. znaleziono także inny, nieoznakowany grób. Pochowane są w nim ofiary epidemii cholery z roku 1831.

O cmentarzu z żeliwnymi krzyżami.

Z
a kościołem w Szestnie mieści się cmentarz, który można podzielić na część zabytkową i obecnie użytkowaną, choć części te "przenikają się", nie są jednoznacznie oddzielone.

Dawnych grobów należy szukać na obecnie użytkowanej części cmentarza (jest tam kwatera rodzinna otoczona kutym płotkiem z tabliczką z nazwiskiem rodziny Sokolowski, jest także inna kwatera również otoczona płotkiem oraz pojedynczy grób), na części nieużytkowanej otoczonej kamiennym murkiem oraz przed nim (widząc przed sobą kościół) - tam znajdują się groby obwiedzione kutym płotkiem a obok nich groby nieogrodzone.

Na cmentarzu stoi (bądź leży!) szesnaście krzyży żeliwnych z lat 1813-1901. Pięć krzyży stoi na najstarszej części cmentarza obwiedzionej kamiennym murem. Są to krzyże od IX do XIII. Kiedyś był to cmentarz rodowy właścicieli dworku – rodziny Klugist.

Cmentarz ewangelicki w Szestnie został wpisany 19 lutego 1986 r. do Rejestru Zabytków Nieruchomych Województwa Warmińsko-Mazurskiego.

facebook
pinterest