Mrągowo miastem regionalnych targów. Opowieść przewodnicka, cz. 2 ost.

Data dodania: 2015.03.26 13:48

Aż do XVIII wieku Sensburg był jedynym miastem w okolicy Szestna, ówczesnego centrum administracyjnego. Najbliższymi miastami były: Ryn, Kętrzyn, Reszel, Biskupiec a na południe rozciągała się Puszcza Piska zwana wtedy „Grosse Wildniss”.

Latem 1527 roku książę Albrecht Hohenzollern uciekając przed epidemią „angielskiego potu” do dworku myśliwskiego w Krutyni przebywał w Mrągowie. Widząc nieusunięte szkody związane z pożarem w roku 1520, przyznał 17 września 1527 roku prawo odbywania w każdą sobotę
cotygodniowych „targów pod rozwiniętą chorągwią”. Zgodnie z tym prawem, do określonej godziny mogli na rynku kupować tylko mieszkańcy miasta. Po wyznaczonym czasie, kiedy to zdejmowano chorągiew, mogli kupować także inni, nie zamieszkali w mieście. Handlować można było tylko na rynku i w określone dni. Być może o tej dawnej tradycji świadczy fragment zdjęcia, wykonanego przed końcem II wojny światowej, na którym przy ratuszu widać jakby flagę (zdjęcie obok).

Już wcześniej, bo w roku 1513 Albrecht Hohenzollern jeszcze jako Wielki Mistrz Krzyżacki przychylił się prośbie mrągowskich mieszczan i przełożył datę jarmarku św. Marcina z 11 listopada na bardziej dogodny termin 6 grudnia. Odtąd jarmark ten nazywano jarmarkiem św. Mikołaja. Odbywał się oczywiście na Rynku. Warto wspomnieć, że niedawno powrócono do tej pięknej tradycji!

Dnia 24 czerwca 1698 roku miasto prawie doszczętnie spłonęło (ok. 130 budynków), razem z ówczesną siedzibą rady miasta na Rynku. Prawdopodobnie wtedy spłonęły wszystkie akta miejskie, gdyż tylko tym można tłumaczyć brak archiwaliów z XVI i XVII wieku.
 
Ratusza niestety nie odbudowano, dlatego też miasto przez ponad 120 lat nie miało reprezentacyjnej siedziby burmistrza. Posiedzenia rady odbywały się w wynajętej „izbie sesyjnej”. Urzędnicy miejscy pracowali przy Rynku w skromnym budynku z małą wieżyczką z zegarem. W roku 1780 budynek ze względów bezpieczeństwa musiano rozebrać. Zegar trafił na wieżę kościelną.

W dniu 18 czerwca 1812 roku na dwudniowy odpoczynek zatrzymał się w Mrągowie wicekról Włoch, adoptowany syn Napoleona, z oddziałami włoskimi w liczbie 7000 ludzi. Wojsko to brało udział w kampanii Napoleona przeciwko Rosji. Z wicekrólem przybył bawarski artysta scen bitewnych Albrecht Adam. Pobyt w Mrągowie uwiecznił na miedziorycie, którego reprodukcja do roku 1945 wisiała w miejskim ratuszu. W centrum Rynku jest wartownia miejska – obecna Strażnica Bośniacka. Zdjęcie obok przedstawia najstarsze ujęcie Sensburga.

Wielkie pożary nawiedzały Mrągowo w latach 1520, 1568, 1656 (najazd tatarski), 1698 i ostatni z roku 1822, który miał największy wpływ na obecny obraz Centrum Mrągowa. W czasie tego pożaru spaliła się większość miasta. Nie spłonął kościół (obecny ewangelicki), budynek parafialny, Strażnica Bośniacka.

Odbudowując miasto zakazano stawiać budynki, w miejscu spalonych w południowej części rynku. Dzięki temu Mrągowo uzyskało, jak większość wschodniopruskich miast, duży miejski rynek. W 1825 r. oddano do użytku obecny historyczny ratusz. Rynek wybrukowano w 1856 r.
Prawdopodobnie najpóźniej w czasie szybkiego rozwoju miasta w 2. poł. XIX wieku powstały dwa inne targowiska w Mrągowie. A mianowicie do handlem końmi (miejsce obecnego pl. Piłsudskiego) oraz rogacizny przy zbiegu ul. Rynkowej i Brzozowej.

Po wojnie przeniesiono Targowisko miejskie w obecne miejsce przy ul. Mickiewicza. Dlaczego i kiedy dokładnie? Może ze względu na drogę, która obecnie przecina pl. Kajki. Być może okresem przejściowym było małe targowisko w miejscu zniszczonego budynku, gdzie obecnie stoi restauracja Przecinek. Tak sugerowałoby zamieszczone obok zdjęcie.

Tajemniczy jest Rynek Żydowski, który istniał w Sensburgu, a o którym nic, poza lokalizacją (ul. Żeromskiego) nie wiadomo! Na mapie z 1905 r. jest zaznaczonym, natomiast, w którymś momencie zmienił nazwę na Altstädtischer Markt, czyli staromiejski. Prawdopodobnie tam właśnie mieszkała ludność żydowska, ale czy mieli własny rynek? Historia ta to tylko opowieść przewodnika, może ciekawa, ale subiektywna…




Robert Wróbel

 

facebook
pinterest