Historia wsi oraz pałacu w Łężanach

Wieś Łężany (niem. Loszainen) położona jest przy drodze z Biskupca do Reszla w pięknym pagórkowatym pejzażu, na południowym brzegu Jeziora Legińskiego.

W okolicy występują znaczne różnice wysokości terenu, sięgające czterdziestu pięciu metrów, co sprawia, że malownicze widoki na długo pozostają w pamięci. Nazwa tej miejscowości, założonej jeszcze w 1391 roku, pochodzi najprawdopodobniej z języka staropruskiego i ewoluowała przez wieki (Nowe Lusien, Lusainen, Luzjany…). Nasze zainteresowanie przede wszystkim wzbudzić musi piękny zespół parkowo-pałacowy organicznie powiązany ze sporym kompleksem zabudowań folwarcznych, ponieważ Łężany, które dziś możemy oglądać, to głównie pozostałość sporego majątku ziemskiego. Wieś żyła tu bowiem dzięki folwarkowi i ciążyła ku pałacowi, który dawał pracę, ochronę, wypoczynek i rozrywkę, integrując tę małą społeczność.

Próba zanurzenia się w odległą przeszłość Łężan napotyka niespodziewane trudności. Jakie wydarzenia sprawiły, że nie zachowały się żadne wcześniejsze materiały historyczne i archiwalia, trudno dziś ustalić. Pamięć ludzka też nie sięga zbyt daleko, gdyż publikowane wspomnienia dawnych mieszkańców Łężan nie wybiegają poza dwudziestolecie międzywojenne. Precyzyjni i systematyczni Niemcy okazują się w tym przypadku także bezradni, bowiem „Dehio-Handbuch der Kunstdenkmäler” naszemu pałacowi poświęca tylko parę słów: „neobarokowa budowla około 1900”; o wcześniejszych dziejach ani słowa. Pozostaje tylko snuć domysły i z pewnym prawdopodobieństwem połączyć majątek Łężany z kluczem, którego główną siedzibą były być może Leginy. Zachowały się w nich znacznie starsze o niezwykle okazała zabudowania gospodarcze, a po układzie starych drzew i resztach kamieni zlokalizować można położenie dawnego dworu czy też pałacu. Pobliski kościół, o gotyckich jeszcze zrębach, zawiera osiemnastowieczne zabytkowe ołtarze i do dziś stanowi centrum parafii, do której należą też Łężany. Niestety Leginy zostały rozparcelowane i przestały istnieć jako majątek już przed 1820 rokiem i być może wtedy właśnie rozpoczęło się usamodzielnianie Łężan w rękach nowych właścicieli. Tragedie ludzkie, jakie skryły się za tymi wydarzeniami, pozostaną dla nas na zawsze tajemnicą.


W
wieku dwudziestym dzieje majątku możemy już śledzić bardzo precyzyjnie, gdyż zachowane dokumenty mówią nie tylko o ziemi, lecz także o gatunkach i rasach zwierząt hodowlanych (wśród nich były odmiany szlachetne i z rodowodami!), o kuźni, o nowoczesnej cegielni… W roku 1905 jako właściciel całego gospodarstwa, obejmującego także pobliski folwark Plenowo, występuje Elle Fischer, z domu Jochmann, a w roku 1922 kontradmirał (!) Reinhold von Fischer. O zamożności rodziny świadczy fakt, że Renata von Fischer otrzymała wówczas w prezencie urodzinowym majątek Stachowizna położony na południowy wschód od Świętej Lipki.

Cały zespół łężański zlokalizowany został przy szosie oddzielającej park i pałac od jeziora. Od zachodu otaczają go zabudowania gospodarcze i wieś, od wschodu pola uprawne, od południa ogrody i zabudowania. Sam park składa się z dwóch części: jednej przypałacowej, z trawnikami i gazonami kwiatowymi; druga część o charakterze leśnym, z otaczającym ją szpalerem grabowym, leży za malowniczym głębokim wąwozem, przez który niegdyś przerzucone były mostki. Z braku materiałów historycznych trudno ustalić jak przebiegała ewolucja całego układu przestrzennego. Na pewno zmieniły się jego założenia z chwilą wybudowania pałacu na początku naszego stulecia. O tym, że park był ukształtowany wcześniej, świadczy wiek najstarszych, ponad 180-letnich drzew. W części leśnej znajduje się mały cmentarzyk i grobowiec rodzinny z kaplicą, która obecnie służy celom sakralnym, dzięki czemu uratowała się przed dewastacją i zniszczeniem.

Sam pałac wybudowano w latach 1900-1910 w stylu neobarokowym. Założony został na rzucie prostokąta urozmaiconego wysuniętą częścią narożną, werandą, wieloboczną wieżyczką i dużą wieżą główną wtopioną w elewację zachodnią. Dzięki temu powstała niezwykle złożona bryła nakryta bogatym w załamania dachem mansardowym. Najbardziej rzuca się w oczy kopuła z latarnią wieńcząca efektowną wieżę górującą nad całością. Elewacje są bardzo zróżnicowane: front ozdabia półkolisty ryzalit zamknięty trójkątnym, wklęsło-wypukłym szczytem, od zachodu widoczny jest balkon, taras i pergola, od wschodu zaś płaski ryzalit ze szczytem o łamanej linii i zabudowana weranda z tarasem.

Okna o dekoracyjnej stolarce, rozmieszczone niesymetrycznie, dopełniają bogatego obrazu całości. Architekturę dekorują boniowania, rustyka, ozdobne tralkowe balustrady, spływy wolutowe i faliste gzymsy.

Wygląd opisanej budowli zaczyna jednak zastanawiać, gdy uświadomimy sobie czas jej powstania. Pierwsze dziesięciolecie naszego wieku to kres zupełnie innych mód artystycznych. Malarze opierają się na doświadczeniach van Gogha, Muncha czy Gauguina. Tworzy już Matisse i Picasso, a w Niemczech rozwija się ekspresjonizm. W muzyce Bartok, Strawiński, Schönberg szokują publiczność, a w architekturze święci triumfy fascynacja konstrukcjami inżynierskimi, betonem, stalą i szkłem. Przypomnieć należy, że wieża Eiffla powstała w latach 1887-1889, a pierwsze chicagowskie „drapacze chmur” w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia!

Dlaczego więc pałac w Łężanach przypomina sztandarowe dzieło południowoniemieckiego baroku z połowy wieku osiemnastego, a nie nowoczesną willę tuż sprzed pierwszej wojny światowej? Otóż Niemcy, a szczególnie Prusacy niechętnie wyzbywali się nuty rycersko-romantycznej. Nawet secesja interpretowana była przez nich w germańsko-średniowiecznym tonie. Idee zakorzenienia w tradycji miały sporą ilość zwolenników, szczególnie wśród elit administracyjno-politycznych. Stojący bowiem po przeciwnej stronie zwolennicy postępu opierali się na ideach antyromantycznych i antyhistorycznych i ich poglądy nie mogły przypaść do gustu lojalnym zwolennikom Cesarstwa. Utopia historyzmu była więc naturalną częścią mitologii epoki wilhelmińskiej i stanowiła mocny fundament dla tradycjonalistów przyjmujących za wartości nadrzędne prestiż, emocjonalne więzi w własną historią, z regionem, z narodem.

Łatwo teraz zrozumieć, że ziemianin, budujący swą siedzibę na odległych kresach Prus Wschodnich, nie mógł wystawić w Łężanach modernistycznego domu. Zamiłowanie do artystyczno-renesansowych ideałów zrodziło architekturę historyczno-muzealną, oderwaną od rzeczywistości społeczno-technicznej swej epoki. Nie był to jednak konsekwentny i pełny historyzm, a raczej kompilacja stworzona z różnych elementów historycznych. Teorie upatrujące upadku architektury po połowie wieku osiemnastego domagały się powrotu do prostoty „uspokojonego” baroku i przykładały dużą wagę do otoczenia budowli. Opracowano zestawy projektów niewielkich budynków, jak prowincjonalne szkoły, urzędy, przede wszystkim wille; wszystkie otoczone malowniczą zielenią. Architekt tego czasu, często nie najlepiej wykształcony, opierał się na setkach katalogów, wzorników, a nawet gotowych powielanych planach. Jak ściśle trzymano się ustalonych zasad świadczy fakt, że w Łężanach barok uznano za styl odpowiedni na siedzibę szlachecką, natomiast do zabudowań folwarcznych zastosowano „zamkowy i rycerski” (czyli surowy) gotyk. Była to obowiązująca w tym czasie i na tym terenie norma: każda niemal budowla, jeżeli pełnić miała mniej lub bardziej przemysłową funkcję, musiała być neogotycka.

Powstały w ten sposób, nieco idealistyczny w założeniach, świat nie miał szans na przetrwanie w otoczeniu szaleństw wieku dwudziestego. Pozostała po nim, tylko w pamięci byłych mieszkańców Łężan, tęsknota do stosunków nieomal feudalnych, gdzie dobry ziemianin razem ze swoim folwarkiem tworzy utopijną wspólnotę opartą na dobroci i sprawiedliwości i mądrze gospodarzy w otoczeniu zaczarowanej przyrody. We wspomnieniach ciągle jeszcze szeleszczą pod stopami jesienne liście, dźwięczy gdzieś grana na harmonii kolęda, „jaśnie pan” rozdaje dzieciom chłopskim prezenty, a studnia szeptem wspomina „dawne dobre czasy”…

H
istoria najnowsza obeszła się z pałacem łaskawie. Przez okres powojenny użytkowany był przez Akademię Rolniczo-Techniczną z Olsztyna i przetrwał wraz z otoczeniem w niezłym stanie.


Źródło: Grzegorz Kumorowicz „Gazeta Olsztyńska” 169/96 r.

 

 

 

facebook
pinterest