Kościół katolicki w Szestnie

SPIS TREŚCI

 

 

ARTYKUŁ

  

 

Niechaj stanie kościół…

Jadąc z Mrągowa w kierunku Szestna już z daleka widać potężną wieżę kościoła, który jest ozdobą tej miejscowości, a powiedziałbym nawet, że także okolicy. Kościół umiejscowiony jest na wzniesieniu, co było typowe w dawniejszych czasach. Obiekty sakralne stawiano tak z kilku powodów: żeby były z daleka widoczne; ze względów obronnych; niektóre stawiano w miejscach kultu pogańskiego, a inne w ochronie przed powodziami. Przeglądając literaturę natknąłem się również na informację, że w miarę wypełniania się przykościelnego cmentarza ciałami zmarłych, grunt unosił się w górę. Otoczenie kościoła w Szestnie było użytkowane jako cmentarz, świadczą o tym pozostałe żeliwne krzyże umiejscowione za kościołem po południowej stronie. Tak jak większość kościołów, tak i ten postawiony jest na osi wschód – zachód z wejściem od zachodu i ołtarzem we wschodniej części. Taki uniwersalny model budowli wypracowali już pierwsi chrześcijanie.

Najpiękniejsze, moim zdaniem, ujęcie kościoła widoczne jest nad jeziorem Juno od strony Polskiej Wsi. Wieża kościoła otoczona koronami drzew, jezioro – oddalone zdawałoby się zaledwie na odległość rzutu kamieniem i pole z rozłożonymi tu i ówdzie słomianymi balotami - naprawdę wyjątkowy widok.

 

O zasobnym w bogactwa wnętrzu kościoła.

Wieża kościelna posiada grube na 2,5 m mury, wąskie i małe okna, (być może służyła kiedyś celom obronnym?). Wieża zbudowana jest z kamienia, cegły i jest najstarszą częścią świątyni. Jest bogato zdobiona licznymi blendami. Architektoniczne szczegóły w stylu romańskim znajdujące się w górnej kondygnacji po stronie południowej wieży są unikalne na terenie Mazur. Wieża zwieńczona jest rzadko spotykanym krzyżem jerozolimskim oraz flagą z rokiem 1639. Dawniej na wieży był czworokątny zegar, którego mechanizm do dzisiaj znajduje się tam.

Po zniszczeniach wojennych trudno obecnie znaleźć równie piękną świątynię na Mazurach z oryginalnym wyposażeniem. Klucz do kościoła znajduje się po przeciwnej stronie ulicy w sklepie spożywczym. Każdego zwiedzającego od razu po przekroczeniu progu zachwyca bogato wyposażone wnętrze. Uwagę przykuwa późnorenesansowy lub wczesnobarokowy ołtarz przedstawiający dwie główne sceny. Scena dolna - główna przedstawia Matkę Bożą w otoczeniu apostołów św. Piotra z kluczami i św. Pawła z mieczem. Dlaczego Matka Boska znalazła się w ewangelickiej świątyni (Ewangelicy nie uznają kultu Matki Boskiej)? Figury zostały uratowane z pożaru w roku 1618, a więc należą do najstarszych na Mazurach. Nie ma informacji, kiedy i przez kogo zostały wykonane, ale po wyglądzie (charakterystyczne wysokie czoło, ułożenie szat) można stwierdzić, że w późnym średniowieczu. Główne przedstawienie ołtarzowe było podczas mszy przykrywane właśnie z powodu nieuznawania kultu maryjnego. Na ołtarzu widnieje data 1647. Jest to jednak prawdopodobnie data renowacji, a nie fundacji jak można by się sugerować.

P
oniżej tej sceny znajduje się obraz Ostatniej Wieczerzy. Scena górna to płaskorzeźba  przedstawiająca ukrzyżowanie. Nad ołtarzem jest umieszczony pelikan z pisklęciem. W sztuce sakralnej ptak ten jest symbolem krwi Chrystusa, symbolem największego poświęcenia. Ołtarz posiada drewnianą oprawę, w której uwagę zwracają dwie rzeźbione głowy: Marcina Lutra i króla Szwecji Gustawa II Adolfa, który zginął w 1632 roku w bitwie pod Lützen. Był on uważany za obrońcę protestantyzmu. Cały ołtarz jest bogato zdobiony, pojawiają się motywy roślinne: kwiaty, jabłka, figi i winogrona, mające swoje znaczenie symboliczne (symbole obfitości, Jezusa, triumfu nad grzechem).

W
kościele znajduje się marmurowa tablica nagrobna Fabiana von Lehndorf, który zmarł w 1650 r. Jest to płaskorzeźba przedstawiająca scenę Zmartwychwstania Chrystusa, w której widoczni są żołnierze w ubraniach z wojny 30-letniej (1618-1648). Zwróciłem także uwagę na ambonę z 1625 r. posiadająca kształt pięciokąta, w którego przegrodach wyrzeźbieni są czterej Ewangeliści. Nad wejściem na ambonę umieszczony jest łaciński napis: „Kto z Boga jest, Bożych słów słucha” J(18.37). Balustrada schodów prowadząca na ambonę przyozdobiona jest następującymi scenami: modlitwa Pana Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, cierniem ukoronowanie, umiłowany uczeń i Maryja pod krzyżem, złożenie do grobu. Zgodnie z zaleceniami Lutra każda scena jest opisana odpowiednim cytatem z pisma świętego. Pod ścianami znajdują się bogato zdobione ławki, tzw. stalle. Jest również ławka kolatorska z 1647 r. Prawdopodobnie ufundował ją wspomniany przeze mnie wcześniej F. Von Lehndorf. Podczas nabożeństw siedział w niej ze swoją żoną. W kościele są także rokokowe organy z XVIII w. Kościół nie posiada sklepienia, jest drewniany malowany strop z roku 1624 naśladujący kasetony. Rzadko można w mazurskich kościołach podziwiać tak piękną polichromię.

N
a początku lat 80-tych kościół został wydzierżawiony dla kultu katolickiego. Wówczas ksiądz Władysław Dudziak zamieszkały w Mrągowie przekazał srebrny relikwiarzyk z relikwiami drzewa Krzyża Świętego. Cieszy się on szczególnym kultem wiernych. Obok niego w ramce za szkłem znajduje się dokument watykański z roku 1862 stwierdzający prawdziwość relikwii. Stąd też kościół jest pod wezwaniem Krzyża Świętego. Są to jedyne relikwie na Mazurach uznane przez Kościół Katolicki.


Kościół pięknieje…
(na podstawie: Schmidt Lieselotte „Renovierung der Seehester Kirche”, w 42. Sensburger Heimatbrief, 1997, str. 54.)

W
latach 1937–1944 wnętrze kościoła zostało poddane gruntownej restauracji. Obecny wygląd wnętrza zawdzięczamy właśnie tamtym pracom.

Wcześniej wnętrze było pomalowane na żółto: ławki i stalle z pięknymi rzeźbieniami, empory, a także gips na drewnianym suficie. W roku 1937 wyremontowano budynek ówczesnej parafii oraz zbudowano nowy dom na cele gminy wyznaniowej pomiędzy parafią a kościołem. Zdecydowano się wtedy podłączyć kościół do ogrzewania. Podczas prac w zakrystii odkryto deski kolorowo malowanej polichromii sufitowej. Sprawdzono sufit gipsowy kościoła i rzeczywiście natrafiono na piękną polichromię! Władze w Królewcu bardzo szybko zezwoliły na przywrócenie wnętrzu wyglądu z XVII wieku. Podczas prac odkryto, że wszystkie elementy drewniane kościoła zachowały dawną farbę. Podczas tych prac odnowiono także figury ołtarzowe oraz figury z ambony. Tę pracę wykonał Artur Kuhnau (1891 -1966) z Królewca, uczeń znanego Lovisa Corintha. Nadzorował także renowację kościoła w ciągu siedmiu lat prac. To jemu zawdzięczamy obecny wygląd wnętrza.

Polichromię sufitu odrestaurowano w roku 1938, o czym świadczy napis nad ołtarzem. W czasie prac usunięto z narożnika, gdzie obecnie stoi ambona, piękne i duże ławy w formie „loży” czy też podium z balustradami. Ambona stała wcześniej dalej pod oknami wśród ławek dla wiernych. Wieża kościelna również przyozdobiona była polichromią sufitową, której dziś już nie ma. Pozostała jednak w górnej części wieży scena „tańca śmierci”.

Prace renowacyjne zakończono w listopadzie 1944 r. Ponad rok później przez Szestno przetoczyła się wojna. Co może zaskakiwać, Rosjanie nie zniszczyli kościoła. Dokonali jednak masakry mieszkańców, o czym świadczy masowy grób za kościołem.

Po roku 1945 kościół należał do ewangelików. Msze odprawiał pastor z Mrągowa. Katolicy przejęli kościół 9 października 1981 r., ale dopiero 6 czerwca 1968 r. zawarto umowę najmu kościoła. W roku 1996 został wykupiony od ewangelików. Obecnie jest pod wezwaniem Świętego Krzyża.

Nie jedną tajemnicę kościół zna…

Pewnie tak jak każdy zabytek tak i kościół w Szestnie kryje niezbadane tajemnice. Dowiedziałem się, że w latach 90-tych XX wieku, wokół kościoła prowadzono wykopaliska archeologiczne. Odkryto średniowieczny przykościelny cmentarz z mnóstwem szkieletowych pochówków. Pod południową ścianą odkryto resztki krypty. Moją ciekawość wzbudziła informacja o istnieniu podziemi kościelnych, do których obecnie nie można wejść. Są tam prawdopodobnie zachowane trumny rycerzy krzyżackich i późniejszych starostów sześcieńskich! Legenda głosi o korytarzu podziemnym prowadzącym z krypt kościelnych do zamku krzyżackiego. Nie prowadzono dotąd badań archeologicznych pod posadzką kościelną. Może natrafimy jeszcze na jakieś tajemnice?!

Poszukując informacji o Szestnie natknąłem się również na opowiadanie p. Andrzeja Badurka opracowane na podstawie materiałów z archiwum p. Ryszarda Bitowta. Otóż, wieża kościelna była schronieniem dla pary kochanków – szlachcica i służącej. Z wielkiej miłości Ginter nie pojechał na wojnę, mieszkali z Helgą w wieży kościelnej, po czym uciekli do krewnych, wzięli ślub. Z tęsknoty powrócili do Szestna, gdzie rodzina przyjęła ich z otwartymi ramionami…

„Kościelna wieża w Szestnie”  
Bandurek Andrzej, na podstawie materiałów z archiwum Ryszarda Bitowa

W samym środku wsi stoi kościół z wieżą wysoką i starą, murowaną z cegły i z kamienia. Ileż ta wieża widziała... jakie tajemnice kryje...

Nieopodal Jeziora Salęt Wielki, na kolonii, pośród pól i łąk, stał dom rodzinny Gintera Wesołka. Tu się wychował i wyrósł jak młody dąb, rosły i urodziwy. Świerszcze z łąki bujnej czy ptasie trele ranne sprawiły, że ukochał muzykę i stał się grajkiem.

Rychło zasłynął w wioskach i siołach, ubarwiał ludziom szarość wiejskich dni, rozpraszał monotonię zimowych wieczorów. Kochały Gintera dziewczęta – jedne bardziej, inne mniej skrycie. Wzdychały panny z Szestna, Wyszemborka i innych wsi, z bogatszych i biedniejszych rodzin. Niepotrzebnie, bo serce miał zajęte i cierpiał przez miłość. Helga, o której śnił, służąca w majątku Czarny Lasek nie mogła być jego. Czy rodzina zezwoli na związek szlachcica ze służącą? Zakochani spotykali się ukradkiem, potajemnie.

Przyszła wojna 1914 roku. Mazurska młodzież jechała na front, do okopów, po śmierć lub kalectwo. Ginter otrzymał wezwanie, w listopadzie miał opuścić dom. Straszna rzeczywistość przeraziła kochanków. Obawa, że Ginter nie wróci z wojny, zginie, przemogła inne.

W Szestnie, w samym środku wsi stoi kościół z wieżą wysoką i starą, murowaną z cegły i z kamienia. Ona w ciągu wieków wiele widziała, wiele zdarzeń pamięta. W tej właśnie wieży Helga z pomocą kościelnego urządziła miłemu kryjówkę. Pożegnał Ginter rodziców ufających, że do wojska idzie. Wieczorem, gdy wszyscy posnęli, ukradkiem poszedł pod dom i wszedł do spiżarni. Nikt go nie spostrzegł i nikt nie usłyszał, gdy zapasy żywności wynosił.

Od rana w zagrodzie Wesołków panowało zamieszanie – ktoś w nocy okradł spiżarnię! Gospodarz przeprowadził śledztwo, winnym uznał Helmuta parobka. No i poszedł w ruch kij sękaty. Bił Wesołek mocno i nie patrzył gdzie. Widać uznał, że kara jest zbyt łagodna, więc nieszczęśnika do wojska oddał, do okopów.

Nie dany był spokój rodzicom Gintera Wesołka. W kilka dni po incydencie z Helmutem dosięgnął ich nowy cios. Żandarmi przynieśli wiadomość, że ich syn nie stawił się do poboru.

Mijały zimowe dni i miesiące. Ukrytemu w kościelnej wieży doskwierał chłód, kończyła się żywność, a i ludzie zaczęli coś podejrzewać.

Śnieżne są zimy na Mazurach, śnieżne i mroźne. Luty 1915 roku nie był wyjątkiem. Prószyło z nieba, gdy Helga i Ginter opuszczali Szestno. Szli pieszo, pomimo rosnącego mrozu zimna nie czuli. Nim nastał wieczór byli w Kętrzynie. Stamtąd w różny sposób, nocując gdzie popadło, do cna zmordowani i głodni dotarli do Dzikowa. W Dzikowie, mazurskiej wiosce niedaleko Górowa Iławeckiego, na odległej kolonii żyli krewni, starsi już ludzie. Wysłuchali opowieści i ulegli prośbie uciekinierów, udzielili im schronienia. Może przypomnieli sobie swoją młodość, może też byli zakochani. Za radą kuzynów Helga i Ginter potajemnie wzięli ślub i zostali małżeństwem.

W
Dzikowie, wśród lasów, z daleka od ludzi, mijały im dni. Ginter gospodarzył z kuzynem, Helga była pomocna gospodyni. Tak doczekali końca pierwszej wojny światowej.

Dobrze było u krewnych, spokojnie, tylko tęsknota za domem rodzinnym coraz większa nie dawała spać. Wrócił Ginter do domu nad Jezioro Salęt w 80. rocznicę urodzin swojego ojca, sprawiając mu tym najmilszy prezent w życiu. Helgę teściowie przyjęli jak córkę i tę, która uchroniła ich syna przed pójściem na wojnę i ocaliła mu życie.

Radość i szczęście byłyby większe, gdyby nie wspomnienie parobka, który na froncie padł. Obaj wiedzieli, ojciec i syn, że przysłużyli się temu. Na ścianie świrna – miejsca, gdzie przechowywano żywność – wmurowali tablicę poświęconą pamięci Helmuta. Do 1945 roku codziennie patrzył Ginter znad Jeziora Salęt Wielki na wysoką kościelną wieżę w Szestnie, która kiedyś była jego schronieniem – tajemnicę jego i Helgi znała.


Zobacz też:

Dzieje Szestna i okolicy - Paulina Florjanowicz

Ekspedycja Galindzka Instytutu Archeologii UW. Szestno - kościół (stanowisko V)

Cmentarz w Szestnie

Chorągwie nagrobne z Szestna odrestaurowane

Dwa nowe dzwony w kościele w Szestnie

 

O tym, jak kościół zmieniał wyznanie.

Kościół to gotycki zabytek, pierwsza wzmianka o nim pochodzi dopiero z 1484 r.! Nie wiadomo dokładnie, kiedy kościół stał się ewangelicki, ale prawdopodobnie już w 1525 r. Można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że parafia w Szestnie była jedną z pierwszych, które przeszły na luteranizm. Stąd też protestantyzm rozprzestrzenił się na Mazury. Po II wojnie ewangelicy nadal użytkowali kościół i tak było do końca lat 70-tych. Od lat 80-tych aż do czasów obecnych kościół znajduje się w rękach katolików.

 

Galeria kościoła w Szestnie.

 

Dobrowolna ofiara.

 

Parafia Rzymskokatolicka Świętego Krzyża
Szestno 50, 11-700 Mrągowo

Aby zwiedzić kościół należy skontaktować się z księdzem, tel. 604 932 802.

 

Zespół dworsko-folwarczny oraz kaplica rodziny Suchodolz z XVIII wieku (obecnie kościół) w Bożem
Miasteczko Westernowe Mrongoville w Mrągowie
Muzeum „Chata Mazurska” w Sądrach
Festiwalowe Miasto Mrągowo

 

Szestno

Wymysły

 

[#film|propozycja.wmv:w=450;h=380]

 

 

facebook
pinterest