Historia… szumi zielenią

Lipy i klony wzdłuż dróg, dęby i kasztany – na drogach dojazdowych do dworów, tuje – wokół cmentarzy. Ta zielona układanka, dostrzegalna na Mazurach, to jeden z największych darów po dawnych mieszkańcach. I choć ich już nie ma – pozostali długowieczni strażnicy mazurskiej przeszłości.

Europa nazywa mieszkańców wsi strażnikami krajobrazu, nakładając na nich ważne zadanie w kształtowaniu przestrzeni. Patrząc jednak na mazurską przyrodę, grono to aż chce się poszerzyć o jeszcze jeden element – drzewa, wszechobecne i towarzyszące w codzienności. Stoją na straży najpiękniejszych mazurskich zakątków i miejsc, a każde z nich ma dzięki nim swoją historię…

Aleje do nieba
Szlachetne dęby, jesiony i kasztany prowadziły przyjezdnych do mazurskich dworów. Były wysokie, monumentalne i mówiły o prestiżu miejsca, do którego prowadzą. Wokół tych miejsc często powstawały potem parki i ogrody, w centrum których stały domy – rezydencje, w pobliżu były stawy, czasem również cmentarze rodowe. Właściciele dbali o swoje otoczenie, a szlachetne gatunki drzew, sadzone wokół, dodawały krajobrazowi monumentalności. Wojna przyniosła nowe realia. Dobrze, gdy dwory stawały się centrami kultury. Często jednak zamienione zostały w magazyny i PGR, a towarzyszące im od lat drzewa zostały… wycięte w pień.

Tak było na przykład w Pałacu w Nakomiadach. Prowadziły do niego wiekowe jesiony. W latach osiemdziesiątych zostały bezmyślnie ścięte na opał i po starej alei nie zostało żadnego śladu. Obecny właściciel Pałacu, Piotr Ciszek, chce wskrzesić dawny krajobraz. Przed laty posadził lipy – jednak dopiero przyszłe pokolenia docenią niezwykły wygląd tego miejsca…

Ocalały na szczęście drzewa, prowadzące do grobowca dawnych właścicieli Nakomiad, rodziny von Redeckerów. Cmentarz położony jest w odległości około kilometra od Pałacu, w miejscowości Godzikowo. Prowadzi do niego długa dębowa aleja zasadzona w 1905 roku. Do dziś zachwyca swoim pięknem i jest najcenniejszą w okolicy pamiątką po dawnych czasach.

Lipy, dęby, jesiony, klony, brzozy – te gatunki sadzono przede wszystkim wzdłuż drzewnych alei, wokół których trwa w chwili obecnej tak wiele dyskusji. Aleje nazywa się zabójcami, a tymczasem – to nie one zabijają, a nieostrożność kierowców, dla których szybka i nieostrożna jazda są sposobem na pokonanie krętości mazurskich dróg.

Aleje są nieodłącznym elementem mazurskiego krajobrazu, chronią nie tylko przed słońcem i wiatrem, ale również były ważnymi punktami orientacyjnymi. Wiele z nich ma swoją własną opowieść – ci, którzy je sadzili, umieszczali pod nimi ważne dla danej rodziny pamiątki. To szczególny mazurski zwyczaj, dziś już zapomniany. Wycinając drzewa – wycinamy ważne fragmenty tej historii.

Drzewa – legendy

Czasem z drzewem, niemym świadkiem historii, wiąże się mazurska legenda. Tak jest w przypadku wiekowego jesionu w Mrągowie. Drzewo rośnie nad jeziorem Czos, za budynkiem urzędu miejskiego. Nosi nazwę Zaczarowanej Jesiony i według mazurskich wierzeń uosabia żonę rybaka Czosa, który złowił w swoje sieci syna boga wód, Perkuna. Rozzłoszczony Perkun zamienił rybaka w jezioro (Mrągowo jest miastem nad Czosem!), zaś jego rozpaczającą po nim żonę – w jesion, stojący u jego brzegu.

Kolejny legendarny jesion nosi imię ostatniego przedwojennego właściciela Pałacu w Nakomiadach – Eberharda von Redeckera. Samotna sosna była bohaterką przejmującej, spopularyzowanej przez nieżyjącą już badaczkę folkloru Jadwigę Tressenberg legendy o skarbie zatopionym w nurtach Sapiny. Sosna rosła na szczycie wzgórza i służyła jako miejsce kaźni (szubienica) dla wszelkiego rodzaju rozbójników i szubrawców. W pobliżu wzgórza słychać było tajemnicze jęki z głębi ziemi. Dzięki wskazówkom pewnego mędrca, mieszańcy dotarli do tajemniczych lochów, a w nich znaleźli skrzynię ze skarbami. Chciwość jednak sprawiła, że skarb przepadł.

I kolejny szumiący świadek historii to dąb nad Mukrem, czyli znane z książki Karola Małłka drzewo na jeziorem Mokre. Jest to dąb szypułkowy, rosnący na południowo - wschodnim brzegu jeziora Mokrego w rezerwacie „Królewska Sosna", w pobliżu miejscowości Zgon. Rezerwat zawdzięcza swoją nazwę kolejnemu drzewu – wiekowej sośnie, która, niestety, uschła w 1973 roku.

Nekropolie zaznaczone drzewami
Cmentarne drzewa na Mazurach to przede wszystkim tuje. Nie brakuje ich na tutejszych nekropoliach - zarówno tych zapomnianych już przez czas, jak też wciąż jeszcze odwiedzanych przez bliskich. Dawne mazurskie cmentarze obsadzane były również innymi gatunkami drzew iglastych - obok tych pospolitych, można znaleźć również gatunki mniej znane, jak daglezje, obce gatunki świerków, choiny kanadyjskie i inne, jak ma to miejsce na przykład na małych cmentarzach w Puszczy Piskiej.

Takim cmentarnym drzewem były również… liściaste akacje – według relacji mrągowskiego kronikarza Ryszarda Bitowta, to właśnie akacja, inaczej zwana grochodrzewem, była głównym gatunkiem drzew, okalającym cmentarz żydowski (kirkut) w przedwojennym Mrągowie. Drzewa były żywym murem (gdy nie było prawdziwego muru), odgradzającym cmentarz przed wzrokiem innych, zgodnie z wierzeniami żydowskimi. Po mrągowskim kirkucie oraz tamtych akacjach nie ma już śladu. Płyty nagrobne (macewy) zostały zniszczone przez Niemców, a już w czasach współczesnych stanęła w tym miejscu pralnia chemiczna...

Drzewa udomowione

Wokół mazurskich domów rosły przede wszystkim drzewa owocowe. Dostarczały nie tylko pożywienia, ale były dekoracyjne, rosły szybko i dawały zbawczy cień. Dawni mieszkańcy Prus Wschodnich musieli być samowystarczalni, nic więc dziwnego, że mnogość drzew owocowych jest na tej ziemi charakterystyczna.

Mazurskie obejście nie mogło również obyć się bez… bzu, uważanego za krzew leczniczy. Gdzie się nie ruszyć, absolutnie wszędzie (…) wyginały się kiście bzu, w ogrodzie, koło studni. Cała droga, prowadząca od kościoła do sklepu, pełna była bzów – pisała wspomniana wcześniej Jadwiga Tressenberg w swoich wspomnieniach z Kut (powiat węgorzewski), autorki książki „Mazurskie opowieści”.

Sprawa tych właśnie bzów zainteresowała jedną z mieszkanek wsi, która odkryła w końcu jej tajemnicę – okazało się, że pewien kościelny ogrodnik za darmo rozdawał sadzonki. Zachęcał przy tym ludzi ze wsi, by sadzili bez wokół domów, często zaniedbanych, krytych słomą, by zielenią i barwnością kwiatów zakryć ową mało malowniczą biedę. Być może przede wszystkim z tych właśnie powodów bez był tak rozpowszechniony w mazurskich ogrodach?

Drzewa - pomniki
Wyjątkowa jałowcowa aleja to miejsce, odwiedzane przez turystów na Szlaku Mazursko – Kurpiowskim. W leżącym na szlaku Lipowcu rośnie ponad 20 okazałych jałowców, mających po kilka metrów wysokości. Najokazalszy, trzynastometrowy, niestety, usechł, w wieku 225 lat. Przez pewien czas leżał, ścięty już, przy drodze, a turyści podziwiali jego wielkość. Niestety, okoliczni smakosze znali zalety jałowcowych gałązek i użyli go do swoich wędzarni. Dziś po jałowcu – gigancie została tylko część pnia i trochę gałęzi. Wszystkie jałowce w Lipowcu objęte są ochroną, jako pomniki przyrody.

Dwa oryginalne pomniki przyrody rosną przed mrągowskim ratuszem. To dęby piramidalne, występujące na Mazurach dość rzadko. Kolejny drzewny pomnik stoi w Olsztynie, przy ulicy 1 Maja - to 150-letni klon wysokości 26 metrów o obwodzie ponad 3,5 metra. Miasto to, jak mało które w kraju, ma ponad sześćdziesiąt takich pomników przyrody!

Mazury to nie tylko Kraina Tysiąca Jezior, ale również… Kraina Tysiąca Drzew, bo doliczyć się w niej można ponad tysiąca pomników przyrody. Bez drzew nie ma Mazur – i to nie tylko tych, stojących w drzewnych alejach, ale również tych pojedynczych, spotykanych na każdym niemal kroku podczas pieszych lub rowerowych wędrówek. To nieodłączni towarzysze samotnych cmentarzy, starych wiejskich ogrodów, rozstajów dróg i mazurskich wzgórz. Strzegą legend, bywają natchnieniem dla twórców, schronieniem dla zwierząt, ale przede wszystkim są szumiącą historią tej ziemi…


Katarzyna Enerlich

facebook
pinterest